I o to chodzi - Rafał Bauer Blog

Outdoor z dwulatkiem i test Rysia

    |  

test

Poziom dostosowania się dwulatka do tego, co chcą rodzice jest mniej więcej na poziomie zera. Nat...

Outdoor z dwulatkiem i test Rysia

test

Poziom dostosowania się dwulatka do tego, co chcą rodzice jest mniej więcej na poziomie zera. Natomiast poziom irytacji i bezradności z naszej strony przekracza znane skale i w pewnym momencie przechodzi w obojętność. Reakcja na jakąkolwiek próbę ustalenia porządku chwili (nie mówię już nawet o porządku dnia) jest bliska tej, jaką otrzymałbym prosząc naszego kota-leniwca, by ruszył się z kanapy i posprzątał wokół miski po ostatnim w pełni jawnym podjadaniu. Mam wrażenie, że dwulatek robi wszystko na zasadzie: "Nie będę siedzieć spokojnie przy karmieniu. Wiesz dlaczego? Bo mnie o to prosisz". Któregoś dnia, gdy kompletnie zrezygnowany i wyjątkowo zmęczony usypianiem, pomyślałem, że zabiorę  tego stwora na jedną z moich krótkich wypraw. Początkowo nienawidziłem się za ten pomysł, ale po kilku minutach miałem już w głowie przygotowany wstępny plan :) 

Outdoor to najskuteczniejszy środek nasenny.


Postanowiłem też w ramach wyjazdu przetestować najmniejszą z możliwych puchówek, którą otrzymałem od partnera programu #urbanproject - firmy Yeti. Miałem więc dwa trudne zadania: zabrać dwuletnią córkę na krótką wyprawę (bez wiaderka, łopatki i foremek) i spróbować ją przekonać do nowej garderoby, którą niestety nikt na żywo nie będzie mógł się zachwycać (to miały być leśne wędrówki), a co najważniejsze, nie będzie półgodzinnych ochów i achów przed lustrem. Musiałem się dobrze do tego przygotować. Zacząłem oczywiście od dystansu i wyboru miejsca. Mazury już dawno były w planach, więc teraz był dobry moment, aby to zrealizować. Jeśli chodzi o dystans, to chciałem się ograniczyć do 10km, ale w rezultacie skończyło się na dwóch wyjściach po mniej więcej 12km. Ida dzielnie siedziała mi na plecach w nosidełku ze stelażem, a ja dzięki temu mogłem zrobić kilometry z obciążeniem. Win - win :)

Przygotowania rozpoczęliśmy wspólnie. Codziennie wieczorem czytaliśmy do snu "Machiną przez Chiny" Łukasza Wierzbickiego, który wysłał nam egzemplarz ze specjalną dedykacją dla Idy. Próbowałem wytłumaczyć czym jest dedykacja, ale to powodowało tylko zbędne zamieszanie. Wolała od razu przechodzić do treści, którą ku mojemu zaskoczeniu chłonęła jak gąbka. Podkład do niezwykłej wyprawy już miałem i wiedziałem, że wcale nie będzie tak źle, jak początkowo myślałem. Przyszedł także kolejny etap - prezentacja sprzętu i omawianie zastosowania. Przeszliśmy przez drobne elementy wyposażenia biwakowej kuchni, buty, ubranie, dobieraliśmy czapki do reszty i na odwrót. Zbudowaliśmy nawet namiot z krzeseł i koca, a na Polu Mokotowskim ćwiczyliśmy chodzenie z kijkami. Nie mogłem się doczekać. Nie bardzo wiedziałem jaka będzie pogoda, więc zabraliśmy sporo sprzętu i ciuchów. Plan zakładał wstępnie wolny marsz i jedną noc pod namiotem. To był oczywiście baaaaaardzo odważny plan. Plan B to jednodniowy wypad z popołudniową dżemką w namiocie i obiadem na świeżym powietrzu. Wystarczyło pojechać w trasę. 

Najważniejsze dla małego dziecka na tego typu wypadach to chyba ubranie. Postawiłem na to, co Ida doskonale zna i w czym czuje się najlepiej. Schodzone delikatnie buty, dresy, bodziach, wysłużony polar i stabilna czapka. Jedyna nowa część garderoby to była kurtka Ryś od Yeti, którą mieliśmy wspólnie przetestować. Muszę przyznać, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Pewnie dla Idy w największym stopniu z powodu koloru i faktu, że posiadała kaptur i głębokie kieszenie, które pomieszczą odpowiednią ilość kamieni i liści. Po pewnym czasie nie chciała się z nią rozstawać. Kurtka Ryś to miniatura "dorosłych" puchówek o takich samych zaletach. Waży zaledwie 136 gramów, co jest możliwe do osiągnięcia dzięki szyciu na wylot. Bardzo prosty design bez wymyślnych wstawek i niepotrzebnych dodatków zdecydowanie wyróżnia tę kurtkę. 

Gdy wyjeżdża się z dwulatkiem dalej niż do Kampinosu, to trzeba zadbać o każdy szczegół. Powinniśmy być przygotowani na wszystko, dlatego nie wiedzieć czemu upewniłem się wcześniej, że odpowiednia ilość skarbów leśnych zmieści się w kieszeniach kurtki. Okazało się to mega ważne. Ida szybko się nudziła i potrzebowała zajęcia. Najlepszym okazało się najpierw zbieranie kamieni, a potem wrzucanie je do wody. Bez zamka przy kieszeniach było to o wiele łatwiejsze.

Kaptur na wyjeździe nam się nie sprawdził, bo nie musiał. Pogoda była rewelacyjna. Ida jednak, jak na perfekcjonistkę przystało, przykrywała poranną fryzurę kapturem jak tylko wychodziliśmy z domu. Niezależnie od pogody. Nieważne było, że jest 6.30, a ludzie w nielicznie mijających nas samochodach mają inne zmartwienia na głowie niż krytyka fryzury dwulatki, nie wspominając już nawet braku jakiejkolwiek możliwości dostrzeżenia jej. Fryzura miał się ułożyć pod kapturem, a kaptur miał nie ograniczać jej widoczności do momentu aż fale na włosach będą satysfakcjonujące. Nie opowiedziała mi wrażeń ze szczegółami, ale widziałem, że uśmiech jej wracał z każdą minutą, a skręcanie głowy aby objąć każdą panoramę nie powodowało elektryzowania się włosów, a więc kaptur przylegając do głowy, pracował razem z nią. Dodatkowo ściągacz daje stabilność przy zmiennych warunkach i aktywniejszych wyprawach. 

Puch i szycie to tematy bardzo kontrowersyjne wśród użytkowników puchówek. Sprężystość 700 CUI, jakim cechuje się Ryś, to nieco zimniejszy puch i jest idealny dla okresów wiosennych i jesiennych. Jego niewątpliwą cechą jest niższa cena. Poza tym 700 CUI nadaje się doskonale nie tylko na wyprawy, ale też do codziennego użytku. Jeśli chodzi o szycie, to możemy kupić kurtki z szyciem na wylot lub komory odwrócone H. Ryś należy do tych pierwszych. Przeciwnicy tego szycia mówią o zimnych szwach, przez które ucieka ciepło, a zwolennicy preferują właśnie tego typu rozwiązanie ze względu na stabilność puchu. Ja jestem niewątpliwie zwolennikiem (używałem obu) szycia na wylot. Ucieczka ciepła nie jest dla mnie zauważalna, a krój doskonale dopasowuje się do ciała. Szycie na wylot byłoby odczuwalne w przypadku himalaizmu, dlatego dla ekstremalnych wypraw można stosować trzecie rozwiązanie - komory cegiełkowe, drogie i niepotrzebne rozwiązanie w przypadku Rysia. Nie wiem, co Ida sądzi o szyciu na wylot lub odwróconych komorach, ale mam nadzieję, ze kiedyś o tym podyskutujemy.

Bardzo ważny w przypadku kurtek (szczególnie dla dzieci) jest wykończenie. W tym przypadku solidność widoczna jest na każdym kroku. Ściągacze, górne zabezpieczenia zamka, ani jednej wiszącej nitki. Puch na swoim miejscu. Chyba nie ma co więcej mówić na temat Rysia, bo to, co najważniejsze zostało poruszone i opisane. Jedną z najważniejszych jednak rzeczy zostawiłem sobie na koniec - cenę. Próbowałem wyszukać kurtkę dziecięcą o przynajmniej zbliżonych parametrach na opisywanej przeze mnie i... było bardzo ciężko. Ceny wachały się od 280 do nawet 800 PLN. Ryś kosztuje 190 PLN i moim zdaniem wart jest każdej złotówki. Zobaczcie sami tutaj

Jakie wady? Tylko jedna. W przypadku dziecięcej puchówki oczekiwałbym regulowanego ściągacza kaptura. Szczególnie, jeśli chodzi o pogodę jesienną, kiedy wiatry są dość silne, a jest jeszcze za ciepło na czapkę. 

Jak skończyła się nasza wielka przygoda? Z namiotem nie wyszło, bo uznałem, ze to jeszcze za wcześnie. Nie chciałem jej zrazić już za pierwszym razem, tym bardziej, że namioty potrafią być przerażające. Skupiłem się bardziej na porannych cichych wyjściach z domu i podziwianiu budzącej się przyrody. Ida odsypiała trochę w samochodzie, a na trasie marszu chętnie pozowała do zdjęć. Siedziała mi na plecach w nosidełku i tylko czasem dołączała do mnie na własnych nogach. Planujemy już kolejne wypady i pewnie tym razem bardziej zaawansowane. Stopniowo będziemy rozwijać filozofię backpackingu i marszów. Okazało się, że wspólny czas spędzony poza domem, to najlepsze lekarstwo na bunt dwulatka i najskuteczniejszy środek nasenny. Cała rutyna dnia stała się banalnie prosta do opanowania. Niestety trzeba było wrócić do rzeczywistości. Postanowiłem od razu rozpisać szczegóły kolejnej wyprawy zanim zapomnę jak było pięknie.