I o to chodzi - Rafał Bauer Blog

Cape Wrath Trail

    |  

Trasy

Opisywany jako jeden z najtrudniejszych szlaków w Europie, nieoznaczony, w dużej części pozbawio...

Cape Wrath Trail

Trasy

Opisywany jako jeden z najtrudniejszych szlaków w Europie, nieoznaczony, w dużej części pozbawiony tras, pełen ciężkich podejść, podmokłych terenów i rwących rzek. To prawda, ale przede wszystkim to jedna z takich tras, która wdziera się w życie człowieka i zostaje na zawsze. Z łatwością kradnie serce, przejmuje myśli, karmi nadzieją, ale jednocześnie wystawia na ciężką próbę i, jak trzeba, bez skrupułów zabiera wszystko, co stanowiło tę najdziwniejszą wieź. To trasa, której piechurzy oddają się bez reszty albo porzucają po pierwszych podchodach. To trasa, którą się wspomina z rozrzewnieniem i jednocześnie przeklina. Cape Wrath Trail. 

Nieoznaczony, w dużej części pozbawiony tras.


CTW to nieoficjalne i nieoznaczone 350 - 400km układanki tras pomiędzy Fort William i Cape Wrath, których wybór należy całkowicie do nas. Są one częścią 720 długodystansowych tras przecinających Wielką Brytanię. Tylko małe odcinki, stanowiące część oficjalnych szlaków i pokrywające się z odcinkami CTW, są wspierane przez Scottish Natural Heritage. Pewnie właśnie brak oficjalnego statusu szlaku i jego nieco tajemniczy charakter spowodowały, że szybko wskoczył na pierwszą pozycję niespełnionych list przebojów wielu chodziarzy. To wcale nie dziwi, tym bardziej, że do tego wszystkiego szlak prowadzi przez Morar, słynny Knoydart, Torridon, Assynt i Sutherland, zabierając swoich gości w zakamarki jednego z najbardziej dzikich i pozbawionych działalności człowieka miejsc, a część tras to dawne "drogi" pogrzebowe lub wydeptane przez poganiaczy ścieżki. Niewielka tylko część śmiałków opuszczających Fort William dociera do Cape Wrath. Niektórzy przechodzą cały dystans przez lata, dzieląc go na kilka części, a niektórzy wcale nie mają zamiaru go przechodzić i wybierają tylko małe weekendowe odcinki. Można iść jakkolwiek się chce. Bierzcie mapę i stwórzcie swój własny Cape Wrath Trail, bo tylko w ten sposób zostanie z wami na długie lata.

Jak się tam dostać?

Tanie linie lotnicze oferują szereg połączeń ze Szkocją. Aby jednak wybrać odpowiednią destynację, musimy postanowić, czy idziemy z czy do Cape Wrath. Pierwszej opcji nie polecam ze względu na logistykę przedsięwzięcia. Jeśli jednak ktoś się zdecyduje, to najlepszym rozwiązaniem jest lot do Inverness lub Edynburga. Potem autobusem do Durness, łodzią przez Kyle of Durness i busem na Cape Wrath. Proste. Jeśli decydujemy się na Fort WIlliam jako punkt startu, to możemy samolotem dotrzeć do Glasgow, Inverness lub Edynburga. W tym przypadku różnicą jest tylko czas trwania podróży pociągiem lub autobusem z tych miejsc do Fort William. Druga opcja jest zdecydowanie lepsza. Poza tym po przejściu 400km wolałbym odpoczywać na 120 metrowych klifach, przy latarnii morskiej, a nie w turystycznym miasteczku, gdzie niedzielni alpiniści przyjeżdżają zdobywać Ben Navis. Dotarcie do miejscowości pomiędzy tymi skrajnymi punktami jest dość trudne, ale nie niemożliwe. 

Kiedy jechać i gdzie spać?

Zawsze i wszędzie :) Kwiecień, maj i czerwiec są idealne ze względu na to, że żadne meszki nie zakłócą nam spokoju, a zwykle atakują w liczbie milion i stawiają nas od razu na przegranej pozycji. To jednak byłoby tyle, bo więcej zalet nie widzę. Rzeki są jeszcze rozwcieczone, pogoda nie może się zdecydować, a ścieżki nie są dobrze wydeptane. Lipiec i sierpień są najcieplejsze i dni w tych miesiącach najdłuższe, ale niestety będziemy chodzić z siatką na głowie. Wrzesień i październik mogą być już zimne, baaaardzo wietrzne i deszczowe. Kto jednak nie chciałby zobaczyć szkockich gór jesienią? Pozostałe miesiące to czas raczej dla bardzo doświadczonych chodziarzy wyposażonych w specjalistyczny sprzęt, którzy są gotowi na 6 godzin dziennego światła. Niezależnie od pory roku, trzeba być przygotowanym w zakresie alternatywnych i ewakuacyjnych dróg na każdym etapie podróży.

Jeśli chodzi o zakwaterowanie to mamy 5 opcji: namiot (można rozstawiać wszędzie z zachowaniem zdrowego rozsądku, a poza tym to jest element bezpieczeństwa w górach, więc traktuję tę pozycję jako obowiązkową), bothies (opuszczone budynki zarządzane przez Mountain Bothy Association - warto znać ich lokalizację nawet w przypadku korzystania z innych form noclegu), hostele i bunkhouses) i hotele. Tych ostatnich jest niewiele. Ja pamiętam 4 na całej trasie. 

Warto chyba powiedzieć więcej na temat tzw. bothies. Mountain Bothy Association opiekuje się opuszczonymi budynkami i w miarę możliwości stwarza warunki dla piechurów, biegaczy i przypadkowych turystów do noclegu. Zazwyczaj są to małe domki, w których przez dziesiątki lat ktoś mieszkał. Jest kominek, podest do spania, prowizoryczna kuchania i... to wszystko. Jedynie w tych, które są prowadzone przez prywatne osoby, można spodziewać się luksusów w postaci toalety ze spłuczką i prądu :). Cały system polega na zaufaniu i respektowaniu ogólnie przyjętych zasad: 1. posprzątaj po sobie, 2. nie zabraniaj nikomu skorzystać ze schronienia, 3. zero graffiti na ścianach (tak, to jedna z zasad), 4. zamknij okna i drzwi, gdy wychodzisz, 5. zostaw suche drewno dla przyszłych gości. To jeden z najlepiej działających systemów schronienia w górach, za który nie trzeba płacić (w prywatnych jest symboliczna opłata). 

Pieniądze i komunikacja ze światem zewnętrznym.

Lepiej jest mieć ze sobą gotówkę, bo bankomaty możemy znaleźć jedynie w Fort William, Kinlochewe, Ullapool and Kinlochbervie. Do większości z nich (oprócz pierwszego oczywiście) musielibyśmy zbaczać nieco z trasy, a to może być problematyczne. Tak samo jest z urzędami pocztowymi, ale dodatkowo większość mniejszych miasteczek ma tzw. "post boxes". Urzędy pocztowe mogą przechować paczki z jedzeniem lub z czystym ubraniem. Wystarczy odpowiednio wcześniej nadać przesyłkę oznaczoną "Poste Restante" i w trakcie marszu, za okazaniem dowodu lub paszportu ją odebrać. Hotele i hostele też mogą to zrobić, ale trzeba się wcześniej z nimi skontaktować. 

Jeśli chodzi o telefony komórkowe, to zasięg jest bardzo wybiórczy i nie powinno się na nim polegać. Do kontaktu ze światem zewnętrznym zawsze używam telefonu satelitarnego albo inReach, który posiada mapy, a poprzez łącze satelitarne może wysyłać sygnały SOS, a także komunikować się za pomocą SMS-ów z bliskimi. W tym roku wybiorę właśnie tę drugą opcję. 

Mapy i nawigacja.

Poprzednim razem opierałem się na Ordnance Survey w skali 1:25000. W tym roku skupię się na Harvey Maps, które wydały szczegółowe mapy tylko dla CTW. Można też drukować poszczególne sekcje w odpowiednim dla siebie formacie i w ten sposób zaoszczędzić miejsca i dodatkowego obciążenia. Ostatnie rozwiązanie ma tę wadę, że nie mamy szerszego kontekstu, który może być potrzebny w razie skorzystania z zejść awaryjnych na szlaku. Harvey Maps to dobry wybór, bo są wodoodporne i ważą naprawdę niewiele. 

Jeśli chodzi o GPS, to najpewniejsze źródło znajduje się na stronie I. Harpera. To bardzo dobra podstawa do określenia swojej własnej trasy. Dodatkowo znajdziecie tak dokładne opisy poszczególnych sekcji. Iain wydał także oficjalny przewodnik, który można zabrać ze sobą. 

To chyba tyle, jeśli chodzi o podstawową wiedzę o CTW. To dopiero pierwsza część. Następna poświęcona będzie temu, co mam w plecaku. Jeśli macie jakiekolwiek pytania, to chętnie na nie odpowiem. Szerujcie i dajcie lajka. Bardzo będę wdzięczny.