I o to chodzi - Rafał Bauer Blog

Zobacz
więcej

Szwedzka Laponia

Laponia to ok. 380 000 km² obejmujących część Norwegii, Finlandii, Szwecji i Rosji. Rdzenną ludnością są Lapończycy (Saami/Sami), którzy w liczbie zaledwie 90 tys. stanowią już niestety mniejszość. Głównymi ośrodkami są Murmańsk, Kiruna, Kautokeino i Rovaniemi, miasta wbrew pozorom niczym nie ustępujące innym europejskim stolicom regionów. Co jednak kryje się poza granicami tych spokojnych miejsc? Swoją podróż rozpoczęliśmy w Kirunie i na własnych nogach postanowiliśmy odkrywać to, co Laponia ma najlepszego do zaoferowania – największe w Europie tereny dzikiej i nietkniętej w większości przez człowieka tundry i lasów sosnowych. Nie bez powodu też piszę w liczbie mnogiej. Tym razem zapuściłem się w dzikie tereny z towarzystwem i był to dla mnie bardzo trudny sprawdzian, z którym nie poradziłem sobie najlepiej. Zabolało, i to bardzo. I nie była to wina załogi. No, może trochę była.  
Udostępnij
Zobacz
więcej

Trawers Yorkshire Dales

Przejście Yorkshire Dales chodziło mi po głowie już od dawna. Bardzo chciałem zaszyć się w tym czymś, co człowiek wspólnie z naturą tworzył przez wieki i co współistnieje do dzisiaj w najlepszej harmonii. Dales zostały mi przedstawione przez przyjaciela, który wychował się w Austwick pod Ingleborough i to właśnie ta góra, mimo że bardzo popularne i bardzo schodzone, zostało w mojej głowie na długo, i to właśnie do niego wielokrotnie wracałem. Między innymi w trakcie ultramaratonu Three Peaks Challenge (100km w 24h, Ingleborough, Pen-y-Ghent i Whernside), a teraz również w trakcie mojego trawersu Yorkshire Dales z południa na północ. Gdy myślę o Yorkshire, to mam przed oczami owce, skały wapienne, scotch egg, Ingleborough, Lancashire i to, że dwie ostatnie nazwy wymawia się zupełnie inaczej, niż większość z was może przypuszczać. Właśnie w takim kontekście chciałbym wam opowiedzieć o jednym z najpiękniejszych zakątków wysp brytyjskich. 145 km w 5 dni. 
Udostępnij
Zobacz
więcej

Codzienność po powrocie

Większość z was zna to uczucie: kończy się wyprawa, plecak rozpakowany (albo u niektórych cierpliwie na to czeka już trzeci tydzień), zdjęcia pozgrywane na dyski zewnętrzne, mięśnie zdążyły się zregenerować, a żołądek z radością przyjmuje kolejne dawki czegokolwiek, co nie jest mrożone, a potem suszone i pakowane w termiczne worki. Wszystko już na swoim miejscu, a głowa niestety ciągle pokonuje w kółko tę samą trasę, którą reszta ciała z wielkim trudem i wyjątkowym poświęceniem pokonała jakiś czas temu i zaliczyła do swoich kolejnych życiowych osiągnięć. Myśli nie chcą powrócić, a my od dawna potrzebujemy ich tu, na miejscu. Jak żyć? Jak oddać się codzienności, jak poświęcić się znowu dzieciom i rodzinie, jak rano wstawać, aby z chęcią wykonywać pracę, która z łażeniem po mokradłach Szkocji i wyciąganiem kleszczy spod skóry w ociekającym od deszczu namiocie nie ma nic wspólnego? Pytam, bo chyba nie wiem jak kolejny raz z harcerza - dzieciaka stać się dorosłym. 
Udostępnij
Zobacz
więcej

Cape Wrath Trail - sprzęt

Każda wyprawa, to pakowanie i rozpakowywanie. Dziesiątki razy. I to jeszcze zanim wyruszę. To decyzje dotyczące zawartości plecaka, które nie przychodzą łatwo. To kilkanaście stron pokreślonych notatek, nieudolne kolumny w excelu, cięcie kosztów i walka z własnymi myślami. Poniżej przedstawiam wam efekt tych wszystkich bitew. Niestety całą wojnę zaliczam ponownie do przegranych, bo nie udało mi się zejść poniżej 15 kilogramów. To pewnie trochę wina sprzętu, który wymieniam stopniowo i stanowczo za wolno, a trochę mojej nieumiejętności redukowania zbędnych rzeczy. Plecak (Gregory Baltoro 75) waży 18 kg. To i tak rekord :)  Piszę szybko, bo za parę godzin mam samolot.
Udostępnij
Zobacz
więcej

Lake District - najlepsze trasy

Wieczór był chłodny, ale nie mroźny. Zawinąłem się szczelniej śpiworem i siedziałem nieruchomo przy pustym już kubku. Patrzyłem na dolinę, która wykorzystując jeszcze ostatnie chwile dnia, prezentowała przede mną swoje wdzięki. Postanowiłem uczcić zakończenie swojego długiego marszu i zbiegłem do namiotu, wyciągnąłem z jeziora małą butelkę ginu i toniku, i wbiegłem z powrotem. Nie było to oczywiście tak spontaniczne, jak może dla niektórych brzmieć, bo gin sam do jeziora nie wszedł, a ja dokładnie wiedziałem co dźwigam cały ten czas na plecach, ale najważniejsze, że zawinięty znowu w śpiwór, piłem G&T i mogłem spokojnie wspominać niezwykłe dni mojego marszu przez Lake District. Mimo że to wyjątkowe miejsce przyciąga 20 milionów turystów rocznie, to na tym niewielkim wzniesieniu przy jeziorze Small Water byłem zupełnie sam. 
Udostępnij
Zobacz
więcej

Cape Wrath Trail

Opisywany jako jeden z najtrudniejszych szlaków w Europie, nieoznaczony, w dużej części pozbawiony tras, pełen ciężkich podejść, podmokłych terenów i rwących rzek. To prawda, ale przede wszystkim to jedna z takich tras, która wdziera się w życie człowieka i zostaje na zawsze. Z łatwością kradnie serce, przejmuje myśli, karmi nadzieją, ale jednocześnie wystawia na ciężką próbę i, jak trzeba, bez skrupułów zabiera wszystko, co stanowiło tę najdziwniejszą wieź. To trasa, której piechurzy oddają się bez reszty albo porzucają po pierwszych podchodach. To trasa, którą się wspomina z rozrzewnieniem i jednocześnie przeklina. Cape Wrath Trail. 
Udostępnij