I o to chodzi - Rafał Bauer Blog

Zobacz
więcej

Spokojnie nad Biebrzą

Miałem ochotę na chwilę wypoczynku i mógłbym opisywać na 100 stron powody. Chciałem dojechać na miejsce szybko, schować się w namiocie przez dwie noce i aby nikt mi nie przeszkadzał. W planie był jedynie marsz, cokolwiek do jedzenia, co można przygotować na ognisku i oczywiście wino, a to wszystko mogło sie udać jedynie nad dziką rzeką i tylko we wschodniej Polsce, dlatego wybór padł na Biebrzę. Wsiadłem w samochód i po trzech godzinach byłem na miejscu. Może to nie taki szybki dojazd, ale nie wziąłem pod uwagę szybkości pracy drogowców i genialnej organizacji ruchu, która wydłużała podróż w nieskończoność na 100-metrowych odcinkach. Jednak nie to było ważne. Czekałem na ten idealny Me Time. I za chwilę miałem się go doczekać. 
Udostępnij
Zobacz
więcej

Cape Wrath Trail - osobiście

To był rok 2013, kiedy pierwszy raz dotarłem na Cape Wrath. Szare zabudowania z czerwonymi elementami przebijały się co jakiś czas przez mgłę i zacinający deszcz. Stałem przez chwilę przed jedynym przejściem w kamiennym nasypie, które kiedyś było chyba wjazdową bramą, choć nigdy nie można było tu dojechać samochodem. Chyba że mówimy o busie, który odbiera smutnych turystów z mini przystani, zmuszonych przez drukowane przewodniki do zobaczenia słynnej latarni morskiej na najdalej wysuniętym na północny zachód zakątku Szkocji. Stałem tam z prawie 30-kilogramowym plecakiem zwisającym do kolan i zaciśniętymi pięściami. I mokrymi oczami. Od deszczu albo od emocji. Tak, jak dla niektórych to miejsce było jedynie punktem do wypełnienia na żałosnej turystycznej check-liście, tak dla mnie było od początku czymś szczególnym. Zostałem na noc w Ozon Cafe, słuchałem opowieści John'a, piłem dobre whisky, a rano wyryłem nożem wiadomość na kamiennej tablicy i wkopałem ją na klifie w kierunku południowo wschodnim. Wyjątkową wiadomość dla wyjątkowej osoby, której od dwóch lat już z nami nie było. Ode mnie i mojego brata. 
Udostępnij
Zobacz
więcej

Szwedzka Laponia

Laponia to ok. 380 000 km² obejmujących część Norwegii, Finlandii, Szwecji i Rosji. Rdzenną ludnością są Lapończycy (Saami/Sami), którzy w liczbie zaledwie 90 tys. stanowią już niestety mniejszość. Głównymi ośrodkami są Murmańsk, Kiruna, Kautokeino i Rovaniemi, miasta wbrew pozorom niczym nie ustępujące innym europejskim stolicom regionów. Co jednak kryje się poza granicami tych spokojnych miejsc? Swoją podróż rozpoczęliśmy w Kirunie i na własnych nogach postanowiliśmy odkrywać to, co Laponia ma najlepszego do zaoferowania – największe w Europie tereny dzikiej i nietkniętej w większości przez człowieka tundry i lasów sosnowych. Nie bez powodu też piszę w liczbie mnogiej. Tym razem zapuściłem się w dzikie tereny z towarzystwem i był to dla mnie bardzo trudny sprawdzian, z którym nie poradziłem sobie najlepiej. Zabolało, i to bardzo. I nie była to wina załogi. No, może trochę była.  
Udostępnij
Zobacz
więcej

Trawers Yorkshire Dales

Przejście Yorkshire Dales chodziło mi po głowie już od dawna. Bardzo chciałem zaszyć się w tym czymś, co człowiek wspólnie z naturą tworzył przez wieki i co współistnieje do dzisiaj w najlepszej harmonii. Dales zostały mi przedstawione przez przyjaciela, który wychował się w Austwick pod Ingleborough i to właśnie ta góra, mimo że bardzo popularne i bardzo schodzone, zostało w mojej głowie na długo, i to właśnie do niego wielokrotnie wracałem. Między innymi w trakcie ultramaratonu Three Peaks Challenge (100km w 24h, Ingleborough, Pen-y-Ghent i Whernside), a teraz również w trakcie mojego trawersu Yorkshire Dales z południa na północ. Gdy myślę o Yorkshire, to mam przed oczami owce, skały wapienne, scotch egg, Ingleborough, Lancashire i to, że dwie ostatnie nazwy wymawia się zupełnie inaczej, niż większość z was może przypuszczać. Właśnie w takim kontekście chciałbym wam opowiedzieć o jednym z najpiękniejszych zakątków wysp brytyjskich. 145 km w 5 dni. 
Udostępnij
Zobacz
więcej

Codzienność po powrocie

Większość z was zna to uczucie: kończy się wyprawa, plecak rozpakowany (albo u niektórych cierpliwie na to czeka już trzeci tydzień), zdjęcia pozgrywane na dyski zewnętrzne, mięśnie zdążyły się zregenerować, a żołądek z radością przyjmuje kolejne dawki czegokolwiek, co nie jest mrożone, a potem suszone i pakowane w termiczne worki. Wszystko już na swoim miejscu, a głowa niestety ciągle pokonuje w kółko tę samą trasę, którą reszta ciała z wielkim trudem i wyjątkowym poświęceniem pokonała jakiś czas temu i zaliczyła do swoich kolejnych życiowych osiągnięć. Myśli nie chcą powrócić, a my od dawna potrzebujemy ich tu, na miejscu. Jak żyć? Jak oddać się codzienności, jak poświęcić się znowu dzieciom i rodzinie, jak rano wstawać, aby z chęcią wykonywać pracę, która z łażeniem po mokradłach Szkocji i wyciąganiem kleszczy spod skóry w ociekającym od deszczu namiocie nie ma nic wspólnego? Pytam, bo chyba nie wiem jak kolejny raz z harcerza - dzieciaka stać się dorosłym. 
Udostępnij
Zobacz
więcej

Cape Wrath Trail - sprzęt

Każda wyprawa, to pakowanie i rozpakowywanie. Dziesiątki razy. I to jeszcze zanim wyruszę. To decyzje dotyczące zawartości plecaka, które nie przychodzą łatwo. To kilkanaście stron pokreślonych notatek, nieudolne kolumny w excelu, cięcie kosztów i walka z własnymi myślami. Poniżej przedstawiam wam efekt tych wszystkich bitew. Niestety całą wojnę zaliczam ponownie do przegranych, bo nie udało mi się zejść poniżej 15 kilogramów. To pewnie trochę wina sprzętu, który wymieniam stopniowo i stanowczo za wolno, a trochę mojej nieumiejętności redukowania zbędnych rzeczy. Plecak (Gregory Baltoro 75) waży 18 kg. To i tak rekord :)  Piszę szybko, bo za parę godzin mam samolot.
Udostępnij